onnyks.pl > Czytelnia > Historie miłosne > Wizyta u wróżki

Wizyta u wróżki

 

Elżbieta niepewnie wkroczyła do namiotu. Nie do końca była przekonana co do swojej decyzji. Cały czas zastanawiała się, jakim cudem jej dorosła już córka zdołała namówić ją na wizytę u wróżki. Gdyby któryś z sąsiadów dowiedział się o tej niecodziennej decyzji z pewnością uzna jej czyn za szalony krok zdesperowanej rozwódki.
- Witam. Piękne wnętrze – zagadnęła nieporadnie Elżbieta.


- Dziękuję i pragnę zaprosić pani zbłąkaną i niepewną przyszłości duszę do środka – rzekła przykryta przeróżnymi chustami i woalami kobieta. – Wróżka prawdę ci powie!
Wiadomo, co ludzie myślą o ludziach takiego pokroju. Uważają ich za dziwaków, którzy bujają w obłokach, wierzą w przeznaczenie, a tak naprawdę zagubieni są w codzienności i nie potrafią samodzielnie podejmować życiowych decyzji. Jednak wieszczka nie wydała się Elżbiecie starą oszustką rodem z opowiadań sąsiadów i koleżanek. Jej przenikliwe oczy nie wydawały się być kłamliwe i chciwe pieniędzy. Potrafiła przejrzeć się w nich niczym w zamglonym zwierciadle… Wróżka Matylda przyzwyczajona była do tego rodzaju obserwacji swojej osoby. Zdawała sobie doskonale sprawę, że w swojej miejscowości stanowi dosyć osobliwe zjawisko i główny temat plotek wielu mieszkańców. Wielu stroskanych ludzi przychodziło jednak po poradę i wskazówki dotyczące przyszłości. Bywa, że człowiek, który traci swą wiarę w uśmiech losu i prawdę, szuka jej gdzie tylko może i najczęściej trafia do namiotu Matyldy. Tak samo zdarzyło się z Elżbietą.


- Usiądź drogie dziecko… - rzekła stara kobieta. Ela usiadła i poczuła się, jakby ktoś czytał w jej sercu i pamięci jak w otwartej książce. Wszystkie złe i dobre chwile, które przyczyniły się do tego, że znalazła się w namiocie starej kobiety przemknęły jej przed oczami. Łzy napełniły jej oczy. Pohamowała jednak przypływ emocji. Nie mogła pozwolić sobie na wybuch uczuć wobec obcej osoby. Nie przywykła do takich zachowań i nie potrafiła wyjaśnić sobie swojej postawy. Nie spowiadała się już od dłuższego czasu a poczuła się, jakby ta chwila była rozrachunkiem ze sporym kawałkiem jej życia.


- Co pani wybiera?
- Słucham? – zapytała Elżbieta, która wyrwana z potoku myśli nie bardzo rozumiała intencji Matyldy.
- Możesz, Elżbieto, otrzymać przepowiednię z kryształowej kuli, kart, fusów lub własnej dłoni.
Nie pamiętała, by kiedykolwiek miała przedstawić się starej kobiecie ale zaintrygowana jej pytaniem puściła swoją wątpliwość mimo uszu. Zastanowiła się przez chwilę. Na pewno nie poda jej swojej ręki. Wstyd jej było zaniedbanych paznokci i spracowanych palców. Fusy wydały jej się mało wiarygodne. Pozostała kula lub karty.
- Proszę postawić tarota – postanowiła.
- Dobry wybór…


Wróżka wyjęła owinięte starą, wzorzystą chustką karty z drewnianej szkatułki. Odłożyła małą skrzynkę i chusteczkę. Jej palce zgrabnie zaczęły tasować karty. Elżbieta nie mogła nadążyć wzrokiem za wartkimi ruchami cyganki. „Jakim cudem jej stare dłonie mogą być tak gibkie?” – pomyślała. Nie zauważyła przelotnego uśmiechu na twarzy Matyldy. Poczuła odrobinę szacunku i zaufania do wprawionej w fachu wróżki. Matylda poprosiła ją ciepłym głosem o przełożenie kart po czym złożyła je do kupy i zaczęła rozkładać na karmazynowym nakryciu stołu, który wyglądał, jak kurtyna rodem ze starego teatru. Elżbieta obserwowała, jak ruchy starej kobiety stawały się, w miarę stawiania tarota, coraz bardziej majestatyczne, wolne i pełne czci dla kawałków pomalowanych kartek. Kładła je na stole „grzbietami” do góry. Obie nie wiedziały jeszcze, jakie tajemne znaczenie przyniosą, jak wpłyną na życie Elżbiety. Otrzyma dobre, czy złe nowiny? W duchu zaczęła modlić się, by nie przyniosły jej złych wieści.

 

Matylda złożyła resztę kart, które nie zostały wybrane, z powrotem do szkatułki. Bransolety zabrzęczały na jej rękach. Pokój zrobił się jakby bardziej mroczny, a zapach opium z kadzidełek nasilił się. Cyganka zaczęła odwracać karty i przepowiadać Elżbiecie przyszłość. Kobieta, która jeszcze parę minut temu miała największą ochotę, by uciec i zostawić swój los nieodgadnionym, poczuła dreszczyk ekscytacji i podniecenia. Odrobina adrenaliny uderzyła jej do głowy. Przestała zwracać uwagę na osobę, która siedziała naprzeciwko. Centrum jej zainteresowania stanowiły tylko karty, w które obie – Elżbieta i Matylda wlepiły oczy.


- Jedno jest pewne – zaczęła cyganka. – Pani przyszłe życie na pewno będzie szczęśliwsze od przeszłego i dotychczasowego.
Elżbieta odetchnęła z ulgą. Jak cudownie było usłyszeć, że nie spotka jej już tyle przykrości i złych przeżyć co ostatnio. Która kobieta czyje się szczęśliwa, kiedy mężczyzna, z którym stanęła na ślubnym kobiercu i spędziła kawał życia zostawia ją dla młodszej? Wszystko zostało na jej jednej, małej głowie: dorastająca wtedy córka, duży dom, rachunki i złamane serce… Zastanawiało ją tylko, jakim cudem stanie się szczęśliwsza? Po tak ogromnej dawce negatywnych przeżyć nie mogła uwierzyć w to, że jej życie odmieni się na lepsze.


- Widzę Twoją córkę – powiedziała wróżka wskazując długim, pomalowanym na ostry róż paznokciem na jedną z kart. – I mężczyznę tuż obok niej. Kochają się. Będą już zawsze razem.
Kobiety po tych słowach pogrążyły się: Matylda we wróżeniu, a Elżbieta w swoich myślach. Doznała kolejnej wielkiej ulgi. Każda matka pragnie dla swojego dziecka jak najlepiej, broni je, dopóki może, przed złym światem. Nic nie byłoby dla Elżbiety, jako matki, tak bolesne, jak patrzenie na cierpienie swojego dziecka Ucieszyła się, gdy usłyszała z ust nieznajomej kobiety, że jej rodzona córka spełni się w życiu miłosnym i nie powieli schematu swej matki. Po kilku chwilach ciszy wróżka znów przemówiła…


- Z biegiem czasu stanie się to, czego tak bardzo się lękasz i pragniesz zarazem. To wszystko, co karty mają ci do powiedzenia.
Uśmiechała się delikatnie sprzątając karty ze stołu. Obdarzyła Elżbietę ciepłym spojrzeniem starej i doświadczonej kobiety, które odbudowało nadzieję Eli na lepsze jutro.


Elżbieta szła wolnym krokiem do swojego domku wlepiając wzrok w chodnik. Zastanawiała się nad znaczeniem słów ostatniej przepowiedni wróżki Matyldy. Czego się lęka? Z pewnością: wysokich rachunków, choroby, gradobicia... Rzeczy te nie mieściły się jednak w sferach pragnień Elżbiety. Nagle stało się dla niej oczywiste, że potrzebuje prawdziwej miłości. Za bardzo boi się jednak dopuścić ją do swojego serca. Zatrzymała się przed drzwiami swojego małego domku. Wyciągając klucze z torebki postanowiła, że pierwszy raz od dłuższego czasu przekroczy próg pewną nogą i nie wpuści do środka lęków i obaw. Zostawi je na zewnątrz.
- W moim domu już nigdy nie zagości smutek…


- Mówiłaś coś, mamo? – zagadnął ją głos młodej kobiety dochodzący z kuchni.
Następne lata w życiu Elżbiety były rzeczywiście szczęśliwsze od minionych. Nie brakowało w nich trudu i łez, ale poradziła sobie i uwierzyła we własne siły. Wydała swoją córkę szczęśliwie za mąż. Ukończyła kurs informatyki. Dzięki ciężkiej pracy i pomocy przyjaciół postawiła kreskę na kłopotach finansowych. Ryszarda poznała w klubie samotnych serc. Już dawno przekonała się, że absurdalne pomysły jej córki wychodzą jej na dobre. Powoli zaczęła tracić dystans wobec nowych znajomości, nabierać rozsądnego zaufania… Cały czas pamiętała o słowach starej kobieciny. Nie mogła pozwolić, by jej przepowiednie się nie spełniły… Teraz to ona, Elżbieta, jest panią swojego losu…


Dorota Antys


powrót do listy

ABC walki z samotnością

Anka, Baśka i Celina był przyjaciółkami właściwie od zawsze....

więcej

Miłość w krainie kangurów

Karolina jest dzisiaj szczęśliwą matką i żoną dwójki...

więcej

Bębny

Odkąd pamięta, zawsze chciała kochać. Jej marzenie spełnia się.
...

więcej

Biuro matrymonialne

Mam dość swojego życia” – pomyślała Maria patrząc w okno....

więcej