onnyks.pl > Czytelnia > Historie miłosne > To się zdarza...
To się zdarza...
Monika była zwykłą, niczym nie wyróżniającą się kobietą. Skromna, cicha, a przede wszystkim nieśmiała i strachliwa. Coraz częściej narzekała na czasy, w których przyszło jej żyć na tym pięknym, choć zwariowanym i niekiedy okrutnym świecie
Była coraz bardziej zabiegana. Nie miała siły i czasu choćby na to, by pojechać wieczorem do znajomych. Wracała do domu po ciężkim dniu, zmęczona, pełna nadziei na choćby moment odpoczynku. Ale nic z tego. Obowiązki domowe też wzywały. Prawie codziennie słyszała od swojej matki, że jest mało zorganizowana i nieporadna i dlatego nikt jej nie chce. - Jesteś starą panną, bo któżby taką chciał – lamentowała matka. Przygnębiało ją to coraz bardziej. Wieczorami, buszowała po internecie. Trafiała tam na mniej lub bardziej interesujące miejsca, ale nigdy nie przeszło jej przez myśl, aby dołączyć do tego wirtualnego towarzystwa. Bała się niechcianych kontaktów, natrętnych internetowych podrywaczy. Twierdziła że ma życiowego pecha i że przez to nigdy nie trafiła na kogoś, kogo mogłaby pokochać.
Monika pracowała jako specjalista ds. rozliczeń finansowych w dużej firmie. Kontakty z ludźmi nie były jej obce. Ograniczały się jednak do krótkich pogawędek z kontrahentami, głównie przez telefon i e-mail.
Pewnego dnia, dostała intrygującego e - maila: „Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale napisałem do biura matrymonialnego i poprosiłem, żeby znaleźli dla mnie dziewczynę. Opisałem siebie a oni zapewnili mnie, że znajdą mi drugą połówkę. No i „wyszłaś” Ty. Podobno pasujemy do siebie. Odezwij się do mnie...”
Monika oniemiała. Rozejrzała się dookoła, ale widziała tylko te same osoby co zwykle. To jakiś głupi żart? – pomyślała. Wystraszyła się. Szybko zamknęła outlooka, tak jakby chciała zamknąć za sobą drzwi, przed goniącym ją nieznanym „ktosiem”. Nie wiedziała co zrobić. Bała się otworzyć skrzynkę pocztową, ale targała nią też i ciekawość. Może ten ktoś znowu coś napisał? W końcu musiała znowu uruchomić program. Było to przecież jedno z jej narzędzi pracy. Z biciem serca kliknęła w ikonę, po czym po chwili skrzynka odbiorcza otworzyła się i.... ukazały się nieodebrane wiadomości, ale żadna nie pochodziła od tajemniczego wielbiciela. Przez resztę dnia nie mogła się skupić. Była wystraszona, poirytowana, ale też i ciekawa. Kto to może być?
Następnego dnia list od NIEGO – bo tak w myślach nazwała swojego tajemniczego wielbiciela – znowu był w jej poczcie: „Wiem, że to może wydawać Ci się dziwne, ale wydaje mi się, że znamy się już wieki – co z tym możemy zrobić?”
Wielkie Nieba! - prawie wykrzyknęła Monika. - Co to za świr? Co robić? Burza w mózgu, mnóstwo myśli – przeważnie tych złych. Monika otworzyła okno, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Jej zachowanie nie umknęło uwadze koleżanek z biura. - Monika, co się z tobą dzieje? Coś się stało? Dobrze się czujesz?
Rozdygotana kobieta, po jakimś czasie wydusiła z siebie : ktoś mnie chyba prześladuje. - No co ty? Jak? Co ty mówisz? – pytały koleżanki. Monika opowiedziała im całą historię i dodała, że jakiś czas temu rzeczywiście wysłała swoją ofertę do internetowego biura matrymonialnego. – ale nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ktoś może się mną zainteresować – dodała spuszczając głowę. – Ale oni obiecywali, że znajdą mi mężczyznę takiego, o jakim marzę. Że posłużą się numerologią, zapytają psychologa i w ogóle, zrobią wszystko, co można, żebym już nie cierpiała samotnie. A teraz on do mnie napisał. Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.
Gdy Monika skończyła swoją opowieść, koleżanki zaczęły bić brawo: To cudownie! W końcu i ty komuś wpadłaś do serca! Wiesz co, na twoim miejscu odpowiedziałabym na jego maila – powiedziała poważnie jedna z koleżanek. Przecież to tylko wiadomość. Z nikim się nie spotykasz fizycznie, nic ci nie grozi. – A jeśli to jakiś wariat? – zastanawiała się Monika. – Nie, to niemożliwe. Jeśli dali mu twój adres w poważnym przecież biurze matrymonialnym, to musieli go najpierw dokładnie sprawdzić. Nie tylko nie może być wariatem, ale też jego profil psychologiczny musi bardzo dobrze do ciebie pasować – tłumaczyły jej koleżanki.
Nie myśląc zbyt długo, Monika usiadła przy klawiaturze i zaczęła w nią stukać: Nie wiem kim jesteś i jakie są Twoje intencje. Powiem nawet, że trochę się ciebie boję. Ale zaryzykuję. Oddałam swoją przyszłość w ręce dobrej, sprawdzonej instytucji i wierzę, że jeśli ciebie wybrali dla mnie, to mądrze zrobili. Spotkajmy się...
Nazajutrz wśród jej maili nie było nic od Marcina, bo takim imieniem podpisywał się tajemniczy nieznajomy. Może się wystraszył – pomyślała Monika. Mijały kolejne godziny pracy. W pewnym momencie do biura ktoś zapukał. Otworzyły się drzwi. Dzień dobry - mam przesyłkę do pani Moniki – zabrzmiał głos gońca. Wszystkie dziewczyny łącznie z samą zainteresowaną stanęły jak wryte. - Wszystkie panie nazywają się Monika? - zapytał z uśmiechem goniec. - Nie nie, to ta pani – wskazały jej koleżanki. Goniec podszedł do niej z przepięknym bukietem czerwonych róż. Ale od kogo to? wydukała zaskoczona Monika. Nie rozumiem. Tu jest dołączony bilecik – odpowiedział uśmiechnięty goniec.
Monika pokwitowała odbiór bukietu. Z drżącymi rękoma odebrała przesyłkę, odpięła bilecik i zaczęła go czytać, obstąpiona dookoła ciekawskimi koleżankami. „Będę szczęśliwy, kiedy się spotkamy. Może w sobotę wieczorem? Marcin....
Monika stała oniemiała. Koleżanki wydarły jej z rąk bilecik i zaczęły czytać. Kiedy skończyły, zgodnym chórem i śmiechem wykrzyknęły: O rety! to ten przystojniak, który przynosi do nas faktury! Monika dalej stała jak zaczarowana. – Coś podobnego! Widujecie się co najmniej kilka razy w tygodniu, a musieliście się spotkać za pośrednictwem biura matrymonialnego – uśmiechnęła się jedna z koleżanek. – Doprawdy, to były czary – dodała druga. I co ja mam teraz zrobić – powiedziała zdumiona Monika? - Jak to co? Spotkaj się z nim – wykrzyknęły dziewczyny. Nie możesz stracić takiej szansy.
Minęło kilka dni, zanim Monika zdobyła się na odwagę. Były to zresztą bardzo pracowite dni. Nie tylko dlatego, że zbliżał się koniec miesiąca i trzeba było przyspieszyć fakturowanie w firmie. Monika w tym czasie spotkała się też kilka razy z doradcami z biura matrymonialnego. Pytała, w jaki sposób zbadali, że Marcin to właśnie ten jedyny, co zrobili, żeby się upewnić, że nie jest żadnym oszustem. Miała sto wątpliwości. Wszystkie jednak zostały rozwiane. Późniejsze dni Monika wspomina jak przez mgłę. Spotkania, ciche rozmowy, ukradkowe uściski, pocałunki, seria małych i większych kroczków z jednej i drugiej strony. Rozmowy przez telefon, pogaduszki mailowe, coraz bardziej odważne spotkania w mieście. Te kroczki dały początek nowemu etapowi w życiu Moniki. Stała się nową osobą. Pewną siebie, odważniejszą, pogodniejszą. Niepewność, strach przed jutrem i nuda dnia codziennego zostały usunięte z jej wnętrza przez coś nowego. Tym czymś było uczucie, które powoli zaczęło przeradzać się w miłość.







