Randka marzeń - Konkurs Walentynkowy
Piątek 13... niech mi ktoś teraz udowodni że to nie jest pechowa data. Jutro Walentynki, które miałam spędzić z nowo poznanym chłopakiem... dosłownie polski Nicolas Cage. A tu rano w pracy szef wyskakuje z niespodzianką, według niego miłą bo udało mu się załatwić dla mnie wyjazd na szkolenie do Karpacza, wszystko pięknie tylko czemu akurat ten weekend. Niestety jestem tu nowa więc nie wypada odmówić.
Wyjazd o 22:30 z Gdyni Głównej pociągiem. Nie dość że cała noc w drodze to jeszcze bezpośrednio po dotarciu zaczyna się szkolenie, więc nie zdążę się odświeżyć po podróży. Mojej sympatii przekazałam złe wieści i podałam gdzie będę mieszkać... jakiś pensjonat z trójką innych „szczęśliwców".
Godzina wyjazdu, pogoda kiepska, deszcz i zimno, idealnie pasuje do dzisiejszego dnia. Ciekawe co przyniesie podróż? Pożegnanie z XXX (uzupełnij sama), namiętny pocałunek na dowidzenia i zapewnienie z jego ust iż nadrobimy jutrzejszy dzień.
Sobota 14 lutego. O godzi 8:30 dotarłam na miejsce, zostało 30min do rozpoczęcia szkolenia. Taxi i zaraz będę na miejscu. Na szczęście w pociągu udało mi się wypocząć. Po ośmiu godzinach w końcu koniec, teraz do pensjonatu zameldować się, odświeżyć – pewnie nie będą mieli wanny – i czekać na telefon od niego.
Pogoda cudowna, prószy śnieg, nie jest za zimno, gdzieniegdzie zza chmur przebija się światło pełni księżyca. Jest przyjemnie, idealne miejsce na spotkaniu z ukochanym. Niestety dobra passa nie mogła trwać wiecznie, po dotarciu do pensjonatu i próbie zameldowania nieprzyjemne słowa cisną się na usta, okazuje się, iż nie ma dla mnie miejsca – Przepraszam, nastąpiła jakaś pomyłka. Możemy zaproponować Pani miejsce w osobnym domku o trochę niższym standardzie – co mi zostało, przecież nie będę szukać teraz łóżka ani spać w korytarzu, biorę.
Pani recepcjonistka dała mi klucze i pokazała kierunek w którym mam iść jakieś 200m przez młody lasek. Idę, śniegu coraz więcej, sięga za kostki, Ja przedzieram się pod górkę przez krzaki – ręce opadają. Po przebyciu 2/3 drogi zza drzewek wyłania się światło, ciepłej barwy, jakby ogień. Po chwili wkraczam na polanę, światło okazuje się dawać ustawione wzdłuż ścieżki pochodnie, w odległości 50m widać domek, piękny z drewnianych bali, ładnie ośnieżony.
Dosłownie taki w jakim chciała bym zamieszkać. W głowie rodzą się nowe myśli, o co chodzi, pomyliłam drogę, to nie może być ten domek. Idę dalej, gdy zbliżam się coraz bliżej na dróżce zauważam czerwone plamki, jest ich coraz więcej, schylam się by przyjrzeć się lepiej – to są płatki róż – gdzie ja jestem? Cała droga do drzwi domku usłana jest płatkami, wchodzę po schodkach, staję przed drzwiami.
Na nich kartka: „Olu o nic nie pytaj, niech różany dywan Cię prowadzi" – no teraz to już się pogubiłam, skąd tu moje imię? Przekraczam próg, odstawiam walizkę i płaszcz. Na podłodze różany dywan oświetlony blaskiem świec, prowadzi w głąb chatki. Idę ... Otwieram kolejne drzwi, moim oczą ukazuje się łazienka – Ile tu świec – w centralnym punkcie duża wanna z wodą, wszystko gotowe do relaksującej kąpieli – Tak jak lubię, jak we śnie. Przy wannie kolejny liścik „Kochanie zrelaksuj się, napij wina. Za godzinę zapraszam na kolacje. Całuję" Poznaje ten charakter pisma, ale skąd, jak? Wszystkie obawy odchodzą postanawiam skorzystać z kąpieli.
Po 45min spędzonych w wannie uchyliły się drugie drzwi w łazience, których wcześniej nie widziałam, była to sypialnia, a na łóżku leżała piękna czerwona wieczorowa suknia i komplet bielizny Victoria Secret (maja ulubiona marka), oraz moja walizka z kosmetykami. Odświeżona i ubrana punkt 20 otworzyłam drzwi, z oddali dochodziła nastrojowa muzyka, korytarz przyozdobiony blaskiem świec i płatkami róż. P
W środku salonu stół nakryty dla dwojga, obsypany białymi różami – moje ulubione. Z rogu dochodzi trzask płonącego drewna w kominku, dziesiątki świec. Po chwili wyczuwam zapach jego wody kolońskiej, czuję jego delikatny oddech na szyi. Obejmuje mnie w tali, odwraca i składa na mych wargach długi, namiętny i zarazem delikatny pocałunek. „Wszystkiego najlepszego kochanie z okazji dnia zakochanych." – Jestem w siódmym niebie.
Siadamy do stołu, lecz kolacja nie trwa zbyt długo... ;)
Laureatka Konkursu Walentynkowego - Aleksandra z Gdyni







