Miłość i śmierć – przyjaciele czy wrogowie?
W różnych momentach czy etapach naszego życia zwracamy uwagę na odmienne wartości czy sprawy. Czas końca roku kalendarzowego, będący jednocześnie swoistym dopełnieniem okresu Bożego Narodzenia, jest doskonałą sposobnością, by pokusić się o głębszą refleksję nad związkiem miłości i śmierci. Bo przecież to właśnie w tym czasie narodziło się nowe życie, będące dla nas symbolem zupełnie nowej jakości. Ale jak wszyscy pamiętamy nieodzowną częścią życia jest obok miłości śmierć, której wszechpotężna moc potrafi przytłoczyć każdego z nas.
Nierozdzielność miłości i śmierci została podkreślona już w biblijnej Pieśni nad pieśniami, gdzie znaleźć można te jakże znamienne słowa:
jak pieczęć na twoim ramieniu,
bo jak śmierć potężna jest miłość,
a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol.”
Zresztą już w Uczcie Platona pojawiło się rozróżnienie trzech stopni miłości: zmysłowej, duchowej oraz najwyższej zobrazowanej przez pożądliwe uczucia Don Juana, oblubieńczą miłość Tristana i Izoldy czy poświęcenie się Jezusa za każdego z nas. Miłość przynosi ze sobą śmierć, chociaż za każdym razem dzieje się to w inny sposób. Raz jest to skutek gwałtu, szału czy namiętności, innym razem efekt upływu czasu a bywa i tak, że śmierć jest darem miłości, który decyduje się ofiarować nam inna osoba.
Błędem jest jednak stawianie znaku równości między związkiem miłości i śmierci a związkiem życia i śmierci. Śmierć stanowi naturalny kres życia, a w odniesieniu do miłości nie oznacza absolutnie kresu lecz pełnię. Śmierć nie przerywa miłości tak jak przerywa życie. Związek miłości i śmierci ma więc charakter paradoksalny, co najpełniej zdają się podkreślać słowa Jana Lechonia:
To jak my będziemy interpretować i rozumieć te słowa zależy już wyłącznie od każdego z nas i jest kwestią indywidualnej i świadomej decyzji. Ale czy warto uciekać ciągle przed tym, co może się wydarzyć? Czy można stale żyć tylko i wyłącznie w kieracie dnia codziennego, pracy, obowiązków czy nawet małych przyjemności a z daleka od marzeń? Niech każdy spróbuje zastanowić się nad słowami Jonasza Kofty:
Żeby mogło się zdarzyć,
Żeby spotkała Cię miłość,
Trzeba marzyć.”
Miłość i śmierć to dwa szczególne momenty, kiedy doświadczamy intensyfikacji swojego istnienia, w tych momentach nasza obecność jest niezastąpiona. Doświadczenie miłości jest przede wszystkim wyjątkowym doświadczeniem intensywności istnienia obok nas drugiego człowieka. Człowiek w miłości odkrywa swoje jestestwo dzięki temu, że został wybrany przez tego, kogo ukochał. ,,Ja jestem” bo ,,ty jesteś” obok mnie, ze mną, przy mnie. Nikt nie może zastąpić mnie w miłości, gdyż chodzi tu tylko o mnie i o ciebie, a nie o kogokolwiek. Wyznawać drugiemu miłość to znaczy właściwie mówić mu tylko jedno słowo: ,,bądź”, bądź na zawsze, bądź na wieczność. Jak zauważył Tadeusz Gadacz: ,, Miłość , wychodząc od odkrycia istnienia drugiego: ,,ty jesteś”, zmienia je w życzenie, które jest wyznaniem miłości: ,,bądź”.” Obyśmy zawsze potrafili pamiętać o tym, że miłość to przede wszystkim świadomość obecności obok nas tej drugiej, wyjątkowej osoby.
Jednakże miłość i śmierć toczą ze sobą ciągłą walkę, obie usiłują zapanować nad istnieniem ukochanego czy ukochanej. Dbają o jego stałą i nieprzemijającą obecność, o jego istnienie. Miłość dana jest nam od samego początku wraz z lękiem i strachem, że stracimy to co wydaje się być dla nas najważniejsze. Boimy się utracić miłość, ale pamiętajmy, że ona skłania nas do wiary w możliwość wiecznego trwania. Czy dzięki miłości istnieje możliwość pokonania progu śmierci? Jestem przekonana, że tak jest, bo przecież gdyby nie śmierć to nie moglibyśmy wyznawać miłości, owego ,,bądź” na wieczność.
W miłości i śmierci dochodzi do napięcia miedzy dwoma tendencjami: jednością i rozdzieleniem. Jest to kolejny wielki paradoks, który pokazuje jak trudno jest jednoznacznie mówić o tych dwóch doświadczeniach. Najlepiej o tym paradoksie mogą świadczyć słowa ks. Jana Twardowskiego, jakże znamienne i nie wymagające w moim mniemaniu komentarza:
niektórzy umieraja – to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają…”
Tak naprawdę śmierć ujawnia istotę miłości, pokazuje nam, że ważna jest chwila teraźniejsza. Śmierć istnieje, dlatego też miłości nie można i nie należy odkładać na później. To właśnie śmierć nadaje miłości ostateczny kształt i charakter, co podkreślają przywołane już słowa ,,bo jak śmierć potężna jest miłość”. Śmierć prowadząc nas do wieczności, do tego co nieznane, tajemnicze, nie odkryte, a może i budzące lęk. Jednocześnie musimy pamiętać, że śmierć to nie tylko unicestwienie i zaprzepaszczenie ludzkiego ,,ja”, ale i jednocześnie jego spełnienie. Bez świadomości przemijalności, zmienności a więc i śmierci miłość nie byłaby niepowtarzalnością. Tak naprawdę to dopiero śmierć uczy nas kochać, pokazuje, co jest najważniejsze. A więc cieszmy się tym, co mamy teraz, w tym momencie, bo jedynie te chwile są nam w pełni dane. Chyba nie warto zastanawiać się nad tym, co będzie jutro, pojutrze, bo tego nigdy nie wiadomo. Pewne jest tylko, że przyjdzie nowy dzień, a przy czym nas zastanie pozostaje tajemnicą i niespodzianką jak słowa poety:
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą.”
Marta Kasprowska







